Heban

Heban

Artyści afrykańscy wykorzystują do tworzenia swoich dzieł wiele różnych materiałów takich jak glina, metal, kości i rogi zwierząt, oraz różne gatunki drewna. Niewątpliwie najciekawszym najbardziej kojarzonym ze sztuką Afryki jest heban.

Heban jest powszechnie kojarzony z kolorem czarnym, a w rzeczywistości jest to drewno dwukolorowe. Środek "rdzeń" drewna jest czarny, natomiast przy korze ma kolor jasny. Heban jest drewnem bardzo twardym w oficjalnej klasyfikacji stopnia twardości określa się go "drewnem twardym jak kość". Jest bardzo trudny w obróbce, lecz doskonale daje się polerować. Jest to drewno niezwykle ciężkie, które nie butwieje, nie niszczeje pod wpływem wilgoci, oraz jest mało wrażliwe na choroby. Wartość hebanu znano już w starożytności, wzmiankuje o nim Biblia, był opisywany w prastarych pismach Egipskich. Znajduje się figurki i amulety hebanowe sprzed wielu tysiącleci. Niegdyś był uważany za drewno szczęścia, w wielu kulturach był symbolem odwagi i wytrwałości. Afrykańczycy do dziś noszą hebanowe talizmany mające przenikać właściciela magiczną energią i ochraniać przed złem.

Po zgromadzeniu większej ilości wyrobów postanowiliśmy udać się do stolicy Malawi-Lilongwe, aby wyeksportować całość do Polski i tu zaczęły się schody ;) Okazało się, że widziane przez nas wcześniej posterunki policji przy drodze służą nie tyle zachowaniu bezpieczeństwa w kraju ile jego polityce podatkowej. W Afryce podatki płaci się, pobierając myto od przewożonych towarów. Łatwo sobie wyobrazić jak wielkie zainteresowanie "poborców" wzbudziła para białych "Muzungu", przewożących znaczną ilość (dwa pełne pikapy) wyrobów sztuki ludowej. Oczywiście nie ma nigdzie cennika, wysokość podatku zależy od widzimisię urzędnika, który w owej opłacie musi uwzględnić również "swoją prowizję". Padały więc oszałamiające kwoty sięgające nawet kilkunastu tysięcy dolarów, na szczęście do negocjacji. Na każdym roadblock, a było ich na drodze do Lilongwe kilkanaście, spędzaliśmy wiele długich godzin, ostatecznie udawało się przejechać, płacąc od kilkunastu do kilkudziesięciu dolarów, co mimo wszystko uzbierało się w dość pokaźną kwotę.

Po dotarciu do stolicy okazało się, że potrzebujemy eksportera, czyli kogoś, kto ma firmę zarejestrowaną w Malawi i wszystkie dokumenty pozwalające na wywóz towaru do Europy. Znalezieni przez nas "Biznesmeni" na widok białego prześcigali się w wymyślaniu coraz fantastyczniejszych kwot za tą usługę. Po kilku nerwowych dniach bezskutecznych poszukiwań i negocjacji wpadliśmy na fantastyczny w swej prostocie pomysł, by założyć firmę na jednego z naszych czerech pomocników, którzy przyjechali z nami do stolicy. Trwało to wprawdzie około tygodnia, ale po wielu perypetiach towar wreszcie wyjechał do Polski. Muszę przyznać, że już w samolocie stwierdziliśmy, że to koniec naszych biznesów w Afryce. Jak wiadomo jednak czas goi rany i zaciera przykre wspomnienia, poza tym mimo trudności jakoś się udało. A ciekawych przeżyć i przygód przy tym było co niemiara, tak więc pół roku później znów siedzieliśmy w samolocie do Afryki. Tym razem postanowiliśmy nie skupiać się na jednym plemieniu, ale poszukać innych ciekawych miejsc, kultur i społeczności.

Dorota i Mariusz

Z miłości do Afryki

Dołącz do naszego newsletter!

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów